Zapis nazwisk obywateli Rosji i Białorusi pochodzenia polskiego
W imieniu tłumacza przysięgłego z języków białoruskiego i rosyjskiego zwrócił się do Rady poseł AWS z prośbą o wyjaśnienie kwestii zapisu w polskich dokumentach nazwisk obywateli Rosji i Białorusi pochodzenia polskiego, którzy przyjeżdżają do Polski na pobyt dłuższy lub stały. Tłumacz jest oburzona tym, że białoruskie i rosyjskie imiona i nazwiska są zapisywane – jak to określiła – po angielsku, francusku i niemiecku, a nie po polsku (np. Bryt’ko zamiast Bryćko, Rozhko zamiast Rożko). Oto fragmenty odpowiedzi przewodniczącego Rady, prof. Andrzeja Markowskiego:
[…] chodzi o zapis w dokumentach polskich imion i nazwisk, zapisanych w dokumentach oryginalnych alfabetem innym niż alfabet łaciński, a konkretnie alfabetem białoruskim i rosyjskim. W takim wypadku istnieją dwie możliwości oddania zapisu oryginalnego za pomocą liter łacińskich: transkrypcja i transliteracja.
„Transkrypcja jest takim sposobem konwersji pisma, który polega na przybliżonym, choć możliwie wiernym zastępowaniu dźwięków mowy oznaczanych za pomocą jednego alfabetu znakami innego alfabetu. Natomiast stosując transliterację, nie dążymy do naśladowania dźwięków obcego języka, lecz zastępujemy znaki określonego alfabetu znakami alfabetu drugiego […]” („Nowy słownik ortograficzny” pod red. E. Polańskiego, Warszawa 1999, s. LXXXVII). Wadą transkrypcji jest niemożliwość odtworzenia na jej podstawie oryginalnej formy zapisu, np. nazwiska. Taką możliwość daje jedynie transliteracja. Nic więc dziwnego, że w dokumentach oficjalnych, sporządzanych przez urzędy polskie, stosuje się właśnie transliterację. Zasady transliteracji są oparte na Polskiej Normie PN-83, N-01201 obowiązującej od 1 lipca 1984 roku. Można je znaleźć w powszechnie dostępnym „Nowym słowniku ortograficznym” pod red. E. Polańskiego, Warszawa 1999. Zapisy przytoczone przez panią E.Z. jako rzekomo angielskie, francuskie czy niemieckie są właśnie podane zgodnie z obowiązującymi zasadami transliteracji. Podkreślmy, że taki sposób zapisu nie stanowi zniekształcenia brzmienia nazwiska, gdyż nie jest jego zadaniem oddanie formy dźwiękowej nazwy. Inną kwestią jest to, że zapis rosyjski czy białoruski może być graficznym oddaniem w grażdance nazwisk z pochodzenia polskich. Jednakże nie można wymagać, by, tłumacząc dokumenty pisane alfabetem białoruskim czy rosyjskim, urzędnik przywracał polską ortografię tym nazwiskom. Naruszyłby bowiem w ten sposób obowiązujące zasady transliteracji. Rozumiem emocjonalny stosunek pani E.Z. do kwestii zapisu nazwisk osób przyjeżdżających do Polski – Polaków z pochodzenia, jednakże należy również rozumieć i to, że odtwarzanie graficznej postaci polskiej na podstawie zapisów grażdanką mogłoby prowadzić do nieporozumień, nie mówiąc już o tym, że byłoby niezgodne z obowiązującymi zasadami (np. nie wiadomo, czy nazwisko zapisane jako Врубељ ma uzyskać postać Wrubel czy Wróbel – obie formy nazwiska występują w polszczyźnie).
2001 r.