„Market” a „sklep”

Do Rady zwrócił się dyrektor ds. marketingu i promocji jednej z firm zarządzających siecią handlową z prośbą o akceptację zwyczaju stosowanego w tej sieci, polegającego na używaniu w jej nazwie słowa market. Opinia przewodniczącego Rady, prof. Andrzeja Markowskiego, była negatywna:

[…] nie mogę, niestety, podzielić Pana opinii, dotyczącej używania wyrazu market w nazwie sieci handlowej XXX. Nie jest to wyraz „od dawna funkcjonujący w języku polskim” (jak Pan pisze), próżno szukać by go w słownikach języka ogólnego wydanych przed rokiem 2000. Odnotowuję go wprawdzie w swoim „Łatwym słowniku trudnych słów” (wydawnictwo Wilga, Warszawa 2000), ale robię to tylko po to, żeby wyjaśnić, co to słowo znaczy (wiele starszych osób go nie rozumie) i opatruję uwagą, że jest to wyraz pretensjonalny. Nie zgadzam się także z tym (co byli Państwo łaskawi napisać w piśmie do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów), że słowo sklep kojarzy się tylko „z pomieszczeniem, w którym umieszczona jest lada, a nie z miejscem, w którym prowadzona jest sprzedaż samoobsługowa”. Otóż nowsze słowniki języka polskiego, począwszy od „Słownika języka polskiego” pod red. Witolda Doroszewskiego (t. VIII, s. 280, z roku 1966), podają połączenie sklep samoobsługowy, nigdzie zaś nie pojawia się stwierdzenie, że lada jest niezbędnym elementem sklepu. Zgadzam się więc z opinią, wyrażoną przez UOKiK, że określenie market powinno być zastąpione w szyldzie sieci sklepów spożywczych […] wyrazem sklep.

październik 2010 r.